Webber kontra Vettel, czyli obrona (nie)konieczna.

Ciągle jestem pod wrażeniem ostatnich wydarzeń z Turcji. Kolizja, ktora miała miejsce pomiędzy Webberem, a Vettelem nie zdziwiła mnie tak bardzo, ile komentarze i opinie obserwatorów. Pomimo ewidentnej winy Vettela, oczywiście moim zdaniem, całe kierownictwo zespołu RedBulla i część komentatorów skłaniało się winą obarczyć Webbera.

Stara zasada wyścigowa brzmi, jeśli chcesz wyprzedzać – proszę bardzo, ale nie możesz liczyć na to, że przeciwnik Ci to ułatwi. Vettel zachował się jak dzieciak podczas wyprzedzania Webbera i jak dzieciak zareagował na to, co się stało. I na to bym się tak wcale nie obrażał, ale cała rzesza specjalistów od Formuły 1 szybciutko go rozgrzeszyła.

Dlaczego?

Tego nie wiem i to mnie dziwi. Czyżby Vettel bardziej pasował do wizerunku F1 niż Webber? Dlaczego bardziej faworyzuje się jednego zawodnika w środowisku? Bo jest młody?

Wracając jeszcze na chwilę do całego zdarzenia. Vettel zwietrzył swoją ostatnią szansę na pokazanie, komu należy się „numero uno” w zespole. Dlaczegu mu na tym tak bardzo zależało? Bo jego wizerunek młodego lwa, który już za chwilę będzie Mistrzem, zaczął podupadać. To Webber jest na topie. To Webber wygrał o jeden wyścig więcej w sezonie. To Webber wydaje się być szybszy w kwalifikacjach. Obaj prowadzili w mistrzostwach z taką samą ilościa punktów. Gdyby Vettelowi udało się wygrać, objąłby prowadzenie i zrównał się liczbą zwycięstw.

Jak wiemy, samochody obu kierowców były przygotowane tak samo. W tamtym momencie podobno Webber jechał już z silnikiem ustawionym na tryb oszczędzania paliwa. Vettel miał przestawić silnik okrążenie póżniej, gdyż podobno oszczędził parę litrów jadąc w cieniu aerodynamicznym poprzedzających go rywali. Dzięki temu zbliżył się bardzo do Webbera i zaatakował go na dużej szybkości. To była ostatnia szansa. Wiedział, że jeśli znajdzie się przed Webberem, Australijczyk nie będzie już w stanie go wyprzedzić, bo będzie musiał oszczędzać paliwo i opony, aby ustrzec się w końcówce ataku piekielnie szybkich McLarenów. Vettel zaryzykował więc, nie czekając na lepszą sposobność, bo lepszej by nie było.

Ale Webber nie przestraszył się. Jechał dalej swoim torem i gdy zobaczymy powtókę z kokpitu Webbera, to widzimy wyraźnie, że Vettel zbliża się do samochodu rywala. Nie był to żaden gwałtowny manewr zajechania mu drogi, ale sukcesywne zbliżanie się obu bolidów. Tak, jakby podczas rozpoczęcia manewru wyprzedzania Vettel ustawił samochód nie równolegle do wyprzedzanego pojazdu, a nieco pod kątem i nie zmieniał już toru jazdy. Patrząc ponownie z kokpitu Webbera zauważamy, że Australijczyk widział to zbliżanie i delikatnie próbował zachować bezpieczny odstęp najwyraźniej licząc, że Vettel także widzi, że się zbliża do rywala i w ostateczności odpuści. Ale chwilę potem już było po wszystkim. Tylne prawe koło bolidu Vettela najeżdża na przednie lewe Webbera, RedBull traci stabilność i przyczepność tylnej osi i uderza w wyprzedzany samochód.

Na szczęście najbardziej ucierpiał winowajca, ale taką jazdą nie można zdobyć sobie szacunku rywali. Webber też ucierpiał, bo dojeżdżając do mety drugi zdobyłby więcej punktów. Ale pokazał, że nie ustąpi tak łatwo pola walki i Vettel na drugi raz dwa razy pomyśli, zanim zaatakuje Webbera.

RedBull wyciągnął wnioski. Chwała mu za to, że pozwolił chłopakom na ściganie, a nie tak, jak kiedyś Ferrari ustalało kolejność między kierowcami. Kierowcy są już pogodzeni i z optymizmem patrzą w przyszłość, czyli na następne GP Kanady. Podejrzewam, że historia będzie jeszcze miała swój ciag dalszy, bo to właśnie Vettel i Webber (lub odwrotnie: Webber i Vettel) są największymi kandydatami do tytułu.

Chyba, że grubo namieszają „McLaren Boys”. Wtedy sytuacja zmieni się diametralnie…

Dodaj do:
Facebook

Leave a Reply